W kolejce do…

Wróciłem z Wrocławia; miasta pełnego niespodzianek, zabytkowych uliczek, kawiarni i miejsc w których można dobrze zjeść. Specjalnie nie napisałem, że tanio, bo cena jest zawsze kwestią sporną. Dla jednego 25 zł za obiad to przyzwoita cena (zwłaszcza jeśli po takim obiedzie nie potrafi wstać z krzesła) a dla kogoś innego wydanie takiej kwoty na coś co za chwilę i tak zniknie z talerza może być absurdalne. A w dodatku zanim się dostanie wreszcie ten talerz pełen mięcha trzeba tyle czekać. Jak masz szczęście to poczekasz sobie przy stoliku, ale możesz też natrafić na długą kolejkę oczekujących na wolne miejsce przed tobą. I tu pojawia się problem: jak wystać te 40 minut i nie zanudzić się na śmierć?
Jest to nie lada wyczyn, ale na pocieszenie powiem wam, że czekanie nastolik to jeszcze nic w porównaniu z kolejką do lekarza.  Nie chodzi tu tylko o długość tej kolejki, ale o sam fakt czekania. Bo o ile odstanie w niekończącym się wężu do dziekanatu przynosi często jakiś tam skutek; (nierzadko ten oczekiwany), to stojąc w kolejce po jedzenie można się wnerwić do tego stopnia, że głód sam mija. Czyli podsumowując problem goni problem. Dlatego decydując
się na coś tak szalonego jak wyjście z domu najlepiej wyposażyć się w paczkę dobrego humoru. Tylko, żeby to było takie proste…
Prawda jest taka, że ci wszyscy upierdliwi ludzie czekający nazbawienie sami sobie uprzykrzają życie. Chcecie przykładu? Proszębardzo! Jak co środę rano biegniesz sobie do sklepu, bo chcesz dostać jeszcze świeżutki egzemplarz swojego ulubionego tygodnika. Niestety! Drzwi są jeszcze zamknięte a przed sklepem stoi już taka kolejka, że zdążysz ugotować obiad i wrócić. No dobra, tylko, że jak tak zrobisz to z twoją gazetą będziesz się musiał już pożegnać dlatego zostajesz. Gratuluję zawziętości, ale ona niestety nie pomoże Ci nie pomoże. Przy najbliższej okazji wyjdziesz z
siebie i staniesz obok bo akurat dwie sąsiadki zaczną opowiadać o tym jaka to impreza była dzisiaj w nocy u Kowalskich ,że całą klatkę pobudzili. Możesz tego słuchać z boku i  nosić się z zamiarem powiedzenia: A gówno Cię to babo obchodzi! Albo podejść nieoczekiwanie i zmienić temat pytając np o to czy promocja na pomidory to miała być od dzisiaj czy od jutra? Najlepiej przygotuj sobie jeszcze aparat, żeby zrobić swoim sąsiadkom zdjęcie z miną „Yyy, ale o co chodzi?” Taka forma żartu na pewno będzie lepsza niż wściekanie się przez kolejne pół godziny.
 
Jest jeszcze jedna metoda na radzenie sobie z długimi kolejkami na które jesteśmy skazani a znana jest ona przede wszystkim studentom no, bo kto inny jak nie student potrafi się bardzo szybko dostosować do sytuacji. I nie musi to być sprawa najwyższej wagi. Wystarczy, że w grę wchodzi jego własny interes. Nie ma tu znaczenia czy chodzi o niesprawiedliwą ocenę z egzaminu od wykładowcy, którego sam nie lubisz, czy o to ,że ta menda z dziekanatu klepie przez ten telefon już od godziny a jeszcze nie zdążyła obgadać wszystkich swoich znajomych. W końcu ty też jesteś studentem i Tobie tak jak innym należy się szacunek. Szkoda tylko, że nie wszyscy potrafią tak wykorzystać swój cenny czas w kolejce do…